na zwariowane sny swiat ma apetyt...


kilka tygodni falszywej stabilizacji... znow peka lustr rzeczywistosci...
ochota by przez jakas malutka szczeline przejsc na druga strone...


informacje wciaz stawiaja nas pod sciana... wiadomosci ktore burza dotychczasowy porzadek zycia az czasem trudno znalezc codzienny rytm...
powtarzanie kilka razy ze skora wyszlo jak wyszlo i ze cos ciegnie z powrotem chociazby to tylko porzadnie to znak by sprubowac raz jeszcze...

nie umiem nie ulec... tym oczom...

szukanie nowych wrazen bo tak trudno jest zapomniec – wystarczy zostac sam na sam ze swoimi myslami i maluje swoj swiat roznorodna gama kolorow, zeby uciec od tego co istotne... wciaz potrzebujac adrenaliny w zylach i zapominamy, że tam powinna plynac krew....

zabawne jest to czego nie widac... co nas nie dotyka... i deszcz gdy rozbija sie o poduszke... i swiat nie nasz a nasz... wszystko nalezy do nas i nic nie jest nasze...
I niebo tylko szarzeje po troche... wiatr ucichl, to znowu zrywa się jednym podmuchem lub dwoma... zaglusza wszystkie inne dzwięki ... zmeczony siada na trawnikach bawiac się pojedynczymi trawami muskajac je pieszczotliwie jakby kolysal do snu... coraz ciszej...

Popoludniami, gdy zycie miasta tetni jeszcze osia czasu od nadmiaru wrazeń... zaszywam sie w gaszczu poduszek na ulubionej kanapie... z bosymi stopami z niezmytym makijazem przemijajacego dnia... pajeczyną uczuc, zabieganiem... i pozwalam splynac temu co ciezkie geste samo w sobie... zakladam nogi na brzeg kanapy.. zwiazuje wlosy biore do reki kawe w filizance... rozsmakowuje sie... i zatrzymuje oddech na oczach tych chwil... bo czasem moje mysli podaza w Twoim kierunku.. bo czasem tak wiele mysli do wymrugania oczyma...wystukania palcami... pokazania zmarszczkami na czole...

i momenty... gdy zniknoles z mojego zycia...
gdy uporalam sie z pustka po tobie...
z brakiem twojego glosu widoku zapachu...

znow sie pojawiles...
nie wiadomo skad na nowo odnawiasz to co powinno sie juz wiecej nie powtorzyc...

i w momencie gdzie wszyscy spostrzegaja mnie jako silny charatker i osobowosc...
dla ciebie go nie ma....
jedno slowo i znow jestem w stanie popelniac te same bledy...
i lzy same bede lecialy po policzkach...
gdy ta chwila sie skonczy...
i znow znikniesz zaglebiajac sie w swoj swiat... wpuszczajac inna do niego...

wystarczy ze spojrze w te oczy...

chce miec sile by sie przeciwstawic!!!!!